Islandia.

Jeżeli kochasz wiatry, zimno, chmury, deszcze, piaski, szuterki, pustynie, kamienie, wodospady, rzeki, przeprawy, smród jajek i siarki, gejzery, bulgoczące błota, ciszę i spokój to to jest dobre miejsce.

Już po przybiciu do brzegu podświadomie czułem że jest to "nie odkryty ląd". Potwierdziły to pierwsze kilometry, zapierające dech w piersiach widokami. Potem doszła do tego walka z drogami, jakie tworzy się przez zgarnięcie kamieni na bok, i wstępne ugniecenie. Kolejnym wyzwaniem okazał się wiatr, przed którym nie ma ratunku. W połączeniu z deszczem tworzy niezatarte w pamięci bicze wodne. Mieliśmy jednak szczęście bo mokrych było niespełna kilka dni.
Wrażenie zrobiły na mnie lodowce, przykrywające czapą wygasłe wulkany. Były zawsze przed nami na wyciągnięcie ręki, nieskazitelnie białe w promieniach słońca przykryte głębią błękitu.
Czarna wulkaniczna pustynia, podrywające się tumanu czarnego pyłu, były jak przedsionek mistycznego końca świata. Z drugiej strony masy wody jakie przelewały się przez wodospady i ich wielokolorowa kipiel przypominały raczej rajskie ogrody niż zimną pustynię. Droga do takich miejsca zawsze jest oznaczona dyskretnymi tabliczkami, które łatwo przeoczyć. Warto czasami przejść pięć kilometrów, wdrapać się na skały, przebrnąć przez potok by zobaczyć białe cudo otulone zielonymi przepaściami wąwozu.
Ludzi raczej niewiele, największe miasteczka składające się jednej ulicy, jednego sklepu i baru. Głównie stoją samotnie wzdłuż brzegu wyspy. W głębi lądu spotkać już można tylko takich samych jak my oberży światów, a jedyne domki to małe schroniska wielkości pudełek od zapałek.
Przemierzasz tam setki kilometrów gdzie jedynym kompanem jest wiatr i trawa, bo drzewa wycieli wikingowie kupę lat temu...

Ale pamiętaj ...

Motocykl :

Spanie :

Ubranie :

Inne

Żarełko

 

Przykładowe ceny na 07-2001

Dziękuję sponsorowi wyprawy czyli sobie oraz dzieciom i żonie, którym chleb od ust odebrałem składając pieniądze na wyjazd.

Bogdan

Wróć ...